Spotkanie ze Zbawicielem
Sędzia Rejonowy Johannes w Lille Höjen spotyka Zbawiciela 7 stycznia 1898

Tak, byłem po drugiej stronie. I było tak, jak mówią [w Piśmie Świętym]. To tak, jakby trzeba było przepłynąć zimną rzekę. I było to trudne, ale gdy już się to przeszło, było dobrze. I było miło. Powiedzieli, że powinno być miło, ale taka delikatność, taka roślinność i takie drzewa. Nigdy nie wierzyłem, że będzie tak miło.

I poprosiłem o Zbawiciela, a przyszedł ktoś, kto powiedział, że jest Zbawicielem, a potem powiedziałem: „Czy mogę zobaczyć twoją rękę?” I ją dostałem. „Nie” — powiedziałem — „nie masz śladu gwoździa, nie jesteś Zbawicielem”. I zapytałem... A potem był ktoś, kto powiedział mi, że „nie musisz prosić o Zbawiciela, ponieważ kiedy On przyjdzie i przejdzie tędy, a także ci, którzy są z Nim, wtedy od razu zobaczysz, kim On jest”. I tak było, bo za chwilę przyszedł Zbawiciel i przeszedł, i ci, którzy byli z Nim. I od razu zobaczyłam, że to był Zbawiciel.

A potem podeszłam do Niego i przywitałam się z Nim, a On powiedział: „Jesteś tu teraz?” - „Tak” - powiedziałam. „Tak wiele razy obiecałeś w Swoim Słowie, że przyjdę tam, gdzie teraz jestem”. - „Tak, przyszedłem” - powiedział. „Ale nie obiecałem, że przyjdziesz teraz”.

I tak bardzo się modliłam, odkąd tam byłam, żeby pozwolono mi zostać. Ale On w końcu powiedział: „Po tym, jak tak dużo się pomodlisz, obiecuję, że pozwolono ci wrócić o dziewiątej rano. Ale teraz nie wolno ci przychodzić”.

I oto jestem znowu... [z powrotem na łożu boleści, otoczona synami]. Czuję się tak spełniona i silna, więc podejrzewam, że mogłoby być dość trudno, gdybym miała się załamać o dziewiątej! Więc lepiej będzie, jeśli pomożecie mi wstać, dzieci, żebym mógł usiąść na krześle.

***

Tak jego zdziwiony syn Adam opowiada, co się wydarzyło, gdy ojciec skończył opowiadać o swojej wizycie po drugiej stronie:

Teraz było tak, jak z ojcem w dawnych czasach, że mało widział - miał słaby wzrok. Nie był dobry w widzeniu, która jest godzina. W kącie, po przekątnej, stał duży zegar podłogowy, gdy siedział w fotelu. I nie był dobry w widzeniu, która jest godzina, ale dobrze słyszał.

Więc co jakiś czas pytał, która jest godzina... I cały czas powtarzał w kółko:
- Powinniście stać prosto, dzieci. Miał na myśli, że my, dzieci, powinniśmy robić to, co słuszne. I co jakiś czas zapadała cisza.

A potem, gdy zegar wskazywał trzy minuty przed dziewiątą, odchrząknęła zegar tej matki, jak to zwykle robią na kilka minut przed jego wybiciem. I on to usłyszał, spójrz. A potem wyciągnął rękę i powiedział:

- Tak. Żegnajcie teraz, dzieci, i dziękuję, dziękuję Augusto i Kristian Bejers, i tobie Augusto Berg. Byliście dobrzy. I dziękuję Fredrik. I dziękuję Adam. Teraz stań prosto.

A potem zapadła cisza, aż zegar zaczął wybijać dziewiątą. I wtedy było tak, jakby zobaczył kogoś wychodzącego z rogu, gdzie stał zegar. I wstał na krześle, rozłożył obie ręce i powiedział:

- Patrz, nadchodzi!

A potem opadł z powrotem na fotel. I nie minęło więcej niż trzy, cztery minuty, zanim wszystko się skończyło z pulsem, oddechem i wszystkim.

Więc i tak było dziwnie, kiedy ojciec umarł.